Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tym, dlaczego we wszystkich podręcznikach do historii materiał kończy się na roku 1945 lub czasami na latach nieco późniejszych, natomiast to, co się działo po 1989 roku, jest często traktowane po macoszemu. Przecież kolejne pokolenia młodzieży dorastają i w tej chwili, w listopadzie 2015 roku, osoby urodzone po 2000 roku nie wiedzą kompletnie nic o tym, co działo się w Polsce i na świecie w latach 90. XX i na początku XXI wieku. Takie wydarzenia, jak: zjednoczenie Niemiec (3 października 1990 roku), rozpad Związku Radzieckiego (grudzień 1991),wojna na Bałkanach (1991 -1995), podział Czechosłowacji na Czechy i Słowację (1 stycznia 1993), przystąpienie Polski, Czech i Węgier do NATO (12 marca 1999), atak terrorystyczny na World Trade Centre i Pentagon (11 września 2001), czy choćby przystąpienie Polski do Unii Europejskiej (1 maja 2004), zupełnie nic im nie mówią, ponieważ większości z nich w ogóle nie pamiętają, a resztę pamiętają bardzo słabo, ponieważ za późno się urodzili. W związku z tym nasuwa się pytanie: ile lat musi jeszcze minąć, żeby kolejne pokolenia młodzieży mogły przeczytać o tych wydarzeniach w podręcznikach do historii? Pięćdziesiąt? Siedemdziesiąt? A może sto? A może takich podręczników w ogóle jeszcze nie ma? Może nie ma ludzi, którzy mogliby te podręczniki napisać? Pytania te pozostają, jak na razie, bez odpowiedzi. Pewnie za pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat, kiedy będę już stara, dzieci i nastolatkowie będą uczyli się o tych wydarzeniach z podręczników, napisanych i opublikowanych nieco wcześniej przez historyków, urodzonych zapewne w latach mojej młodości. Tak to już jest.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz