Czternasty lipca dwa tysiące trzynastego roku był piękną słoneczną niedzielą. Michał, jak zwykle rano, siedział przy komputerze i w Internecie sprawdzał najpierw pocztę mailową, potem pogodę, a na koniec postanowił wejść na YouTube i posłuchać muzyki. Już wiele razy wcześniej to robił, ale tym razem postanowił, że następnego dnia, kiedy usiądzie przed komputerem, posłucha tej muzyki offline. W tym celu pobrał dodatek do przeglądarki Youtube Downloader, zapisał plik na dysku, poczekał, aż się zainstaluje, uruchomił go i wyszedł z pokoju. Wrócił po kilku minutach z kubkiem soku pomarańczowego, postawił go na biurku obok klawiatury komputera i ponownie usiadł na krześle. Pomyślał przy tym cicho: „teraz mogę ściągać tyle piosenek i filmów, ile dusza zapragnie”. Ale postanowił jeszcze się z tym wstrzymać do popołudnia, kiedy nikogo, poza nim, nie będzie w domu. Jego mama była w kuchni i gotowała obiad, tata był w kościele, a po mszy chciał jeszcze zrobić zakupy: kupić chleb, masło, mleko, wędliny, herbatę, kawę i jajka. Jego dwie młodsze siostry, piętnastoletnia Ania i o rok młodsza Basia, przebywały od kilku dni w Anglii, na wakacyjnym obozie językowym, a on jeden nie wiedział, co ma robić. Kiedy tak siedział i popijał sok pomarańczowy, przyszło mu do głowy, że jeszcze przed obiadem zdąży ściągnąć kilka piosenek na dysk twardy swojego komputera i na telefon komórkowy. I zaczął je ściągać. Otworzył przeglądarkę na stronie głównej YouTube, wpisał w wyszukiwarkę tytuł pierwszej z ulubionych piosenek, po czym ukazała mu się strona z wieloma podobnymi filmikami. Wybrał odpowiedni dla siebie, skopiował jego adres URL, zamknął przeglądarkę, otworzył uruchomiony wcześniej program i wkleił w jego okienko skopiowany adres URL. Potwierdził, wybrał odpowiedni format i pulpit jako miejsce pliku i kliknął „download”. Poczekał, aż plik się ściągnie do końca i uruchomił go. Na pulpicie pojawiło się pierwsze nagranie. W ten sposób, w ciągu jednego dnia, ściągnął aż siedemdziesiąt dwie piosenki, a pozostałe sto dwadzieścia osiem miał zamiar ściągnąć następnego dnia. Ale, niestety, nie zdążył. W poniedziałek, kiedy już włączył komputer, wszedł do Internetu, a następnie na YouTube, usłyszał dzwonek do drzwi. Poszedł otworzyć. – Otwierać, policja! – usłyszał z drugiej strony. Przeraził się, gdy zobaczył dwóch wysokich, barczystych policjantów. Był święcie przekonany, że za ściąganie plików z Internetu, a zwłaszcza filmów czy muzyki, nic nie grozi. Policjanci najwyraźniej nie byli o tym przekonani. – Możemy wejść? – spytał jeden z nich. – Proszę – odpowiedział Michał. Kiedy policjanci weszli do pokoju Michała i zobaczyli jego komputer, ten z nich, który spytał go, czy mogą wejść, mówił dalej: – Mamy dowody, że wczoraj ściągał pan z Internetu jakieś piosenki. Ile ich było? – spytał Michała. – Siedemdziesiąt dwie – odpowiedział Michał. – A jakim programem ściągał pan te piosenki i skąd? – dopytywał się dalej policjant. – Youtube Downloader. I niczego nikomu nie udostępniałem. – mówił Michał, spodziewając się najgorszego. Na to odezwał się drugi z policjantów: – Na pewno niczego pan nie udostępniał? – spytał. – Nie, mówię panu, że nie, to nie! – mówiąc to, Michał był coraz bardziej roztrzęsiony. – Spokojnie – powiedział policjant – Tylko spokojnie, nie musi się pan niczego obawiać, ale musimy pana przesłuchać na komisariacie. – A nie zabiorą mi panowie komputera? – spytał Michał. – Nie, na razie nie ma takiej potrzeby. Ale niech pan pamięta, że przyszliśmy tu z myślą o ewentualnym pirackim oprogramowaniu ściągniętym przez pana. – Niech pan nie żartuje! – zezłościł się Michał – Nie ściągałem żadnego pirackiego oprogramowania! Nigdy! – W takim razie zapraszam do radiowozu, jedziemy na komisariat. Z domu Michała do komisariatu policjanci razem z Michałem jechali prawie godzinę, przedzierając się przez poranne korki. Kiedy dotarli na miejsce, policjanci zapytali Michała: – Powiedział pan, że wczoraj ściągnął pan z Internetu siedemdziesiąt dwie piosenki. Co pan potem z nimi robił? – Nic – odpowiedział Michał zaskoczony. – A czy nagrywał je pan, na przykład, na płyty CD? – Miałem zamiar to zrobić. Chyba mogę? – spytał Michał. – Owszem – powiedział jeden z policjantów – może pan to zrobić, ale musi pan wiedzieć, że publiczne odtwarzanie muzyki ściągniętej z Internetu jest zabronione. Aha, jeszcze jedno: za udostępnianie zdjęć czy filmów cudzego autorstwa na swoim blogu może się pan narazić na zarzut plagiatu. Jeśli pan już coś kopiuje, to niech pan podaje źródło, skąd dane zdjęcie czy film pochodzi – mówił dalej policjant. Michał patrzył na niego z lekka przerażony. Widząc to, drugi z policjantów powiedział do Michała: – Proszę się uspokoić. Nikt tutaj nie zrobi panu nic złego. Zresztą, my nie stosujemy przemocy wobec osób przesłuchiwanych. Słysząc takie zapewnienia, Michał się trochę uspokoił i spytał: – Jakie jest prawdopodobieństwo poniesienia przeze mnie kary za udostępnianie cudzych treści w Internecie? Bo powiedział pan, że udostępniając cudze treści, mogę się narazić na zarzut plagiatu.- Tak, ale to zależy od właściciela praw autorskich do nielegalnie udostępnionych przez pana treści. Chodzi o to, czy on będzie chciał wytoczyć panu proces. Wie pan, za nielegalne udostępnianie cudzych treści grożą wysokie kary finansowe, a w przypadku, kiedy osoba udostępniająca dane treści robi to, osiągając przy tym korzyści majątkowe, czyli na tym zarabia, również pięć lat więzienia. Po tych słowach Michał wstał i bez słowa wyszedł z komisariatu. Zszedł po schodach z drugiego piętra i wyszedł na ulicę, a następnie poszedł do domu. Kiedy zamknął drzwi, policjanci dopiero wtedy zorientowali się, że go nie ma, wyszli na dwór, wsiedli do radiowozu i ruszyli za nim do goniaczki. Kiedy dotarli na miejsce, zobaczyli Michała siedzącego z rodzicami przy stole i spokojnie jedzącego obiad. – Dzień dobry. Przyszliśmy tu po państwa syna – powiedział jeden z policjantów, a zobaczywszy Michała, zaczął krzyczeć: – Jakim prawem uciekł pan z komisariatu?! Czy chce pan, żebyśmy potraktowali pana jak przestępcę? Michał tego nie chciał, ale bał się potwornie, tym bardziej, że obaj policjanci byli umundurowani i uzbrojeni w pałki i pistolety. Zjadł obiad, wstał i kiedy już miał iść do łazienki, żeby umyć ręce, policjant zatrzymał go, kładąc mu dłoń na ramieniu i spytał: – Dlaczego pan nielegalnie ściągał te pliki? Wtedy matka Michała podeszła i spytała: – Jakie pliki? – Jakieś piosenki – odpowiedział policjant. A do Michała odwrócił się i powiedział: – Jeszcze z panem nie skończyliśmy rozmawiać. Drugi policjant cały czas stał pod drzwiami i, podczas gdy ta dyskusja trwała, spokojnie czekał. Michał wreszcie poszedł do łazienki umyć ręce, a kiedy wrócił, jego matka spytała: – Michałku, kochanie, powiedz nam, proszę, co ostatnio ściągałeś z Internetu? – Mamo, ściągałem tylko piosenki. Żadnych programów komputerowych. I nie używałem żadnych programów p2p. – Dobrze – powiedział policjant, który cały czas rozmawiał z Michałem i jego rodzicami – Nic tu po nas. Ale następnym razem niech pan uważa na siebie. Kiedy policjanci wyszli, Michał wrócił do swojego pokoju, żeby ściągnąć pozostałe piosenki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz