czwartek, 1 października 2015

O tym jak Monika i Ewa pojechały do babci Moniki i co z tego wynikło

- Dzień dobry - usłyszała pani  Marianna, kiedy stała w kuchni, gotując obiad. Monika i Ewa chwilę wcześniej zsiadły z rowerów, oparły je o furtkę i po kamiennym chodniczku weszły najpierw na schody, później na przeszklony ganek, a potem dalej do domu. - Dzień dobry - odpowiedziała. - Widzę, Moniczko, że przywiozłaś ze sobą koleżankę. - Tak babciu - powiedziała Monika. - To jest moja koleżanka Ewa.- Pewnie jesteście bardzo głodne? - spytała pani Marianna i nie czekając na odpowiedź,  dodała: - Siadajcie, zaraz będzie obiad. Dziewczynki rozejrzały się dookoła. Kuchnia była na tyle duża, że spokojnie mogło się w niej zmieścić nawet dziesięć osób. Pod wychodzącym na podwórko oknem stał duży masywny stół z porozstawianymi dookoła niego dziesięcioma krzesłami, naprzeciwko stołu stała czteropalnikowa kuchenka gazowa z okapem  i zegarem, obok kuchenki stały drewniane, brązowe szafki kuchenne, a naprzeciwko drzwi, w najdalszym kącie kuchni stała lodówka. Stół i krzesła były również z brązowego drewna, stół był przykryty białym obrusem, a krzesła miały ciemnozielone siedziska. Kiedy dziewczynki usiadły, babcia Moniki położyła na stole drewnianą deskę, a na niej postawiła garnek  z zupą. - Jarzynowa - powiedziała i zaczęła stawiać talerze, a następnie kłaść sztućce. Tymczasem Monika i Ewa usiadły przy stole i kiedy babcia Moniki postawiła talerze, nalały sobie zupy, wzięły łyżki i zaczęły jeść. Po obiedzie Monika powiedziała: - Mam ochotę na przejażdżkę rowerową, co ty na to? - spytała Ewę. - A gdzie pojedziemy? - spytała. - Pokażę ci okolicę, może nawet wezmę telefon komórkowy, pojedziemy na łąkę, tam rośnie dużo kolorowych kwiatów, i je sfotografuję. - Aha - zaczęła mówić babcia Moniki. - Ta łąka, na której Monika była w zeszłym miesiącu, dzisiaj już jest własnością prywatną. I nie wiem, czy właściciel byłby zadowolony, widząc was na swojej łące. - A kto jest tym właścicielem? - spytały dziewczynki jednocześnie. - Jeden z nauczycieli tutejszej szkoły. Człowiek, który w czasie roku szkolnego pracuje w szkole i uczy matematyki, a w weekendy i teraz, w czasie wakacji, zajmuje się uprawą roślin, głównie kwiatów. Jeśli pojedziecie tam i zaczniecie zrywać te kwiaty, a on na przykład będzie jechał lub szedł drogą i was zobaczy, możecie mieć nieprzyjemności. Lepiej uważajcie na siebie. - Dobrze, babciu - powiedziała Monika i razem z Ewą wyszły na dwór. Kiedy znalazły się obok swoich rowerów, Ewa spytała Monikę: - Masz przy sobie telefon? - Czekaj, sprawdzę - powiedziała i podeszła do swojego roweru, na którego kierownicy wisiała duża, skórzana, czerwona torba podróżna. - Nie ma go w mojej torbie, będę musiała jechać po niego do domu. Pojedziesz ze mną? - Oczywiście! - To jedziemy! Monika i Ewa wsiadły na rowery i pojechały z powrotem do Warszawy. Kiedy stanęły przed drzwiami mieszkania, Monika nacisnęła dzwonek i w drzwiach stanęła jej mama. - O! - powiedziała. - Już wróciłyście? - Nie - powiedziała Monika. - przyjechałyśmy tylko po mój telefon komórkowy. - Proszę - powiedziała mama, podając Monice komórkę. Monika wzięła telefon, podziękowała i razem z Ewą wyszły z mieszkania. Jechały tą samą drogą, co poprzednio, tyle że tym razem jechały na łąkę. Kiedy się na niej znalazły, Monika pierwsza zsiadła z roweru, wzięła telefon i poszła w głąb łąki, gdzie na niewielkiej przestrzeni było widać jeszcze  kwitnące żółte i niebieskie kwiaty. Kucnęła przed pierwszym kwiatem z telefonem w dłoni, kiedy usłyszała za sobą głośny krzyk. Odwróciła się zaniepokojona, ale na szczęście nie była to Ewa, tylko nieznany dziewczynkom  mężczyzna, który jadąc swoim granatowym volkswagenem, zobaczył, że ktoś chodzi po niedawno kupionej przez niego łące. Wysiadł z samochodu i podszedł do Moniki. W tym czasie Ewa też zsiadła z roweru i podeszła do nich. - Dzień dobry - przywitała go. - Dzień dobry - odpowiedział i dodał - To jest moja łąka i moje kwiaty. Monika, wciąż kucająca na trawie, nawet go nie zauważyła. Po zrobieniu kilkunastu zdjęć wstała, wyszła na drogę, a potem razem z Ewą wsiadły na rowery i wróciły do Warszawy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz