Bangladesz jest jedną z największych równin zalewowych na Ziemi. Trzy ogromne rzeki rozdzielają się tam na tysiące kanałów podczas swej krętej wędrówki ku morzu. Nawet licząca 6 milionów mieszkańców stolica kraju, Dhaka, leży zaledwie 8 metrów nad poziomem morza, więc w porze monsunowej na porządku dziennym jest brodzenie w wodzie po biodra. W Bangladeszu jest zadziwiająco dużo zieleni, lecz woda, tak użyźniająca ten kraj, wyrządza tu regularnie ogromne szkody. Na północ od Bangladeszu leżą Himalaje, których wielkie ośnieżone szczyty kryją źródła wszystkich trzech potężnych rzek. Brahmaputra-Jamuna, długości około 2900 kilometrów, wypływa z Tybetu, a zanim dotrze do Zatoki Bengalskiej, schodzi w dół mniej więcej o 4800 metrów. Ganges płynie przez Indie zakolami, a następnie rozdziela się na mnóstwo stale zmieniających bieg kanałów, które tworzą przy zatoce tak zwane Usta Gangesu. Meghana jest najmniejsza z nich trzech, lecz gdy jej wody występują z koryta, mogą dokonać kolosalnych zniszczeń. W 1991 roku na niewielkim obszarze Meghana w ciągu dziesięciu dni zmyła 61 metrów ziemi, niszcząc domy, zasiewy i żywy inwentarz. W Bangladeszu zbudowano co prawda około 4000 kilometrów wałów ochronnych, ale wszelkie próby zapanowania nad samowolą rzek okazują się daremne. Topniejące śniegi Himalajów i deszcze monsunowe podnoszą poziom wody w rzekach, które corocznie zalewają piątą część kraju, porywając ze sobą wielkie kawały ziemi. Wody niszczące ziemię w jednym miejscu tworzą ją jednak w innym. Wszystkie rzeki przenoszą rocznie 2 miliardy ton mułu, formując z niego niewielkie wyspy. Kiedy jedne zmyje woda, powstają inne. Wody powodziowe zwiększają też zasoby ryb i zostawiają glony, stanowiące nawóz pod uprawy. Obecnie rozważa się plany ujarzmienia rzeki w podobny sposób, jak Missispi w USA. Mimo ludzkich wysiłków Missispi wylała jednak w czerwcu 1993 roku, co podaje te plany w wątpliwość. Gdy Brahmaputra, przez wielu uważana za niemożliwą do okiełznania, występuje z brzegów, toczy wyjątkowo rozległe i nieprzewidywalnie wieloramienne potoki mulistej, brunatnej wody. Bangladesz jest ubogim krajem, więc niekiedy kwestionuje się zasadność zużywania i tak skromnych zasobów na budowę tam wałów ochronnych, które mogą nie tylko okazać się bezwartościowe, gdy rzeki gwałtownie wyleją, ale nawet spowodować większe zniszczenia wskutek zmiany naturalnego biegu rzek. Plan irygacyjny Meghana-Dhonagroda, który kosztował 50 milionów dolarów, miał służyć ochronie około 200 kilometrów kwadratowych żyznych ziem uprawnych przed powodzią i erozją. Pomimo wybudowania wysokich wałów ochronnych rzeki nadal zwyciężają. Od 1979 roku z jednego tylko kawałka ziemi wody powodziowe zmyły glebę na odcinku blisko dwóch kilometrów. Jedną z przyczyn tych zniszczeń jest prędkość, z jaką woda zdąża ku morzu oraz z jaką rzeka wylewa się z koryta. W parnej Zatoce Bengalskiej występują wielkie tropikalne niże atmosferyczne, które są przyczyną występowania najgwałtowniejszych cyklonów na Ziemi. W ostatnich trzydziestu latach Bangladesz dotknęło szesnaście cyklonów, z prędkością wiatru przekraczającą 120 kilometrów na godzinę. Wielkie fale sztormowe, gnane w głąb lądu zostawiają za sobą śmierć i zniszczenie. W niektórych rejonach istnieją nawet betonowe schrony przeciwcyklonowe, lecz cyklon z kwietnia 1991 roku pokazał, jak ludzie i ich ziemia są nieodporni na ciosy sił natury.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz