niedziela, 8 marca 2015

Dalszy ciąg moich fantazji podróżniczych

Po rozmowie z Kornelią poszłam do łazienki, wcześniej wypakowawszy ręcznik, pastę i szczoteczkę do zębów, a także piżamę, umyłam zęby i ręce, wróciłam do pokoju, rozebrałam się, założyłam piżamę, zgasiłam światło i poszłam spać. Muzyka z cicho włączonego radia pomagała mi zasnąć. Rano, kiedy się obudziłam, radio nadal grało, tym razem jednak leciała już jakaś inna audycja, a kiedy otworzyłam oczy, usiadłam na łóżku i spojrzałam w okno, zobaczyłam, że jest już zupełnie jasno. Kilka minut później moja gospodyni otworzyła drzwi do pokoju, w którym spałam, zajrzała do mnie i zawołała: – Wstań, ubierz się i zejdź na śniadanie, przygotowałam pyszne bułeczki z mięsem i warzywami! Powoli ubrałam się i wyszłam z pokoju. Kiedy weszłam do jadalni, zobaczyłam tam całą rodzinę: moich gospodarzy Ahmeda i Amal i ich dzieci Aishę i Adnana. Oprócz, wspomnianych przez moją gospodynię, bułeczek z mięsem i warzywami, był ser w plasterkach, jajka na twardo z pomidorami i sosem jogurtowym, a do picia herbata. Po śniadaniu mój gospodarz powiedział: – Teraz zawiozę dzieci na uczelnię, a potem przyjadę po was i wszyscy troje pojedziemy do miasta. Zarzucił płaszcz, dzieci też się ubrały i wszyscy troje wyszli z domu. Wrócił po niecałej godzinie i, wszedłszy, powiedział do mnie: – Musimy się wybrać do miasta, musi pani kupić sobie abaję i chustę, a ja muszę kupić baraninę i olej. Zastanawiałam się, co też będzie na obiad, ale nie spytałam. Zaraz też wszyscy troje wyszliśmy z domu, oczywiście odpowiednio ubrani. Wróciliśmy po dwóch godzinach, ja ze swoimi ubraniami, moi gospodarze z ingrediencjami potrzebnymi do przygotowania obiadu. Rzeczywiście, na obiad była baranina w sosie ziołowym z warzywami. Reszta soboty i następne cztery dni minęły spokojnie. W ciągu dnia rozmawiałam ze swoją gospodynią i jej mężem, jadaliśmy wspólne posiłki, oglądaliśmy telewizję, a wieczorami w swoim pokoju słuchałam radia i często rozmawiałam z Kornelią. W poniedziałek zadzwoniłam do niej, żeby się upewnić, czy w środę moja mama naprawdę przyjedzie, czy nie. Okazało się, że z tego powodu będę musiała wrócić wcześniej, ale jeszcze nie wiedziałam, kiedy mam samolot powrotny. Kiedy weszłam na stronę internetową informacji lotniczej, okazało się, że mogę polecieć dopiero w czwartek o dziewiętnastej lokalnego czasu. Zaraz też pojechałam ze swoim kierowcą na lotnisko i zarezerwowałam miejsce w samolocie, a ponieważ bilet i tak mogłam kupić w środę, więc postanowiłam poczekać. Natomiast w środę wieczorem, kiedy bilet miałam już kupiony, tuż po kolacji, postanowiłam porozmawiać z nią trochę dłużej. Kiedy wstukałam jej numer i połączyłam się z nią, usłyszałam: – Cześć kochanie. I co, kiedy wracasz? Czy ta niedziela nadal jest aktualna? – Wracam już w czwartek – odpowiedziałam. – Aha, jeszcze jedno. Pomyślałam sobie, że zamiast tego ciasta, którego przygotowanie zabrałoby sporo czasu, mogłabyś zrobić bajaderki. – Czyli co? – Takie kulki z ciasta biszkoptowego, zanurzone w polewie czekoladowej i posypane posiekanymi orzechami. – Jak się je robi? – Musisz mieć: podeschnięty biszkopt, dziesięć dekagramów masła, sto mililitrów mleka, dwie łyżki cukru, dwie łyżki kakao, cztery łyżki kremu czekoladowo-orzechowego, piętnaście dekagramów orzechów i roztopioną czekoladę. Zapisałaś składniki? – Tak, tak. Mów dalej. – Więc tak: biszkopt musisz pokruszyć, a masło, mleko, cukier i kakao umieścić w garnku i podgrzewać wszystko, aż do całkowitego rozpuszczenia się. Tak powstałą masę łączysz z biszkoptem, kremem czekoladowo-orzechowym i pięcioma dekagramami posiekanych orzechów, formujesz z niej niewielkie kulki, każdą zanurzasz w polewie czekoladowej, posypujesz pozostałymi orzechami, wkładasz bajaderki do papierowych papilotek i na kilka godzin wstawiasz je do lodówki. – OK. Wszystko zapisałam. Dziękuję. Czyli wracasz jutro? O której godzinie? – O dziewiętnastej czasu lokalnego, czyli o osiemnastej waszego, mam samolot. To do jutra!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz