Meteora znaczy „w powietrzu”, a klasztory te rzeczywiście znajdują się wysoko w chmurach. Usadowione na stromych skałach, sięgających 550 metrów wysokości, na skraju gór Pindos, spoglądają na dolinę rzeki Pinios w Tesalii (Grecja). Jeszcze w latach dwudziestych XX wieku turyści musieli wspinać się po rozchwianych drabinach długości 30 metrów, przymocowanych do skały (drabiny te można było w razie ataku wciągnąć na górę) albo wciągano ich na linie w chyboczącej się sieci. Miejscowy żart głosił, że linę tę naprawiano tylko wtedy, gdy pękła. Dostarczane klasztorm towary są nadal wciągane na górę w sieci, ale po I wojnie miejsce to zaczęło przyciągać turystów, zwłaszcza od kiedy zbudowano nową drogę z miasta Kalambaka. Dzisiaj wchodzi się w górę po wykutych w skale schodach i mostach nad bezdennymi przepaściami. Wielu zakonników odeszło stamtąd, aby móc żyć w odosobnieniu, toteż są to obecnie raczej muzea niż funkcjonujące klasztory. Wielbienie Boga w opustoszałych miejscach, z dala od spraw zwykłego świata, było elementem chrześcijaństwa od jego początków. Już w XII wieku w tych okolicach, w jaskiniach i na szczytach skał żyli asceci, lecz założyciel głównego klasztoru, Wielkiego Meteoronu, przybył tu dopiero w 1350 roku. Był to święty Atanazy, zakonnik z góry Athos. Jak głosi legenda, został wniesiony przez anioła lub orła na szczyt słupa skalnego, na którym stoi teraz klasztor. Jego uczeń Joasaf, królewicz serbski, powiększył i wzbogacił klasztor w 30 lub 40 lat później. Dużo więcej wspólnot zakonnych, ogółem ponad 30, założono w tym miejscu w XV i XVI wieku, po podbiciu Tesalii przez Turków. W XVII i XVIII wieku rozpoczął się jednak ich powolny upadek i większość nie przetrwała do dziś. W XIX stuleciu klasztory przyciągały dociekliwych i wytrwałych podróżników. Wieści o nich zataczały coraz szersze kręgi. Te kamienne budowle, kryte czerwoną dachówką, miały drewniane galeryjki, wystające nad głębokimi przepaściami. Mieściły ciasne cele dla mnichów, kościół i refektarz. W skale wykuwano zbiorniki na wodę deszczową. Odrestaurowany w latach sześćdziesiątych refektarz Agios Warlaam przerobiono na muzeum. W Wielkim Meteoronie można obejrzeć prostą kuchnię z niezgrabnymi, ciężkimi misami i chochlami. Kościoły w obydwu klasztorach są ozdobione freskami, przedstawiającymi piekło oraz cierpienia męczenników, pełnymi scen ćwiartowania ciał, ścinania głów, biczowania, przybijania gwoździami i obdzierania żywcem ze skóry. Na ścianach opuszczonego klasztoru w Agios Nikolaos znajdują się wspaniałe szesnastowieczne freski Teofanisa, artysty z Krety. W większości były to klasztory męskie, ale istniały również żeńskie. Do jednego z nich, Agios Stefanos, dociera się przez most nad pełną grozy rozpadliną. Widok stąd, podobnie jak z innych klasztorów, tamuje dech w piersi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz